06 lutego 2011 (23:14)
ARMAGEDON, DEMON VOMIT, MORTAL GOD - Słowianin Szczecin - 04.02.2011r.
4 lutego kolejny raz wybrałem się na kolejny koncert do szczecińskiego klubu Słowianin, który bardzo wpisał się w muzyczne życie stolicy Pomorza Zachodniego. Wiedziałem, że czeka mnie szczególny koncert tego wieczoru, o czym wyjaśnię już niedługo.
O 18:45 na scenie pojawił się pierwszy szczeciński band, MORTAL GOD tym razem jako trio bez basowego racząc niezłą mieszanką death black metalu z niezłymi solówkami i pomysłami aranżacyjnymi sprawiających, że ani przez chwile się nie nudziłem i z chęcią słuchałem, choć cały czas myślami byłem tylko przy jednym. 45 minutowy set niespodziewanie szybko i miło minął nawet nie zwracając zbytnio uwagi na brakujący bas. Na pewno z chęcią wybiorę się ponownie na koncert tego zespołu.
Kolejnym reprezentantem ze Szczecina było trio DEMON VOMIT grający niezły death metal, w którym nie znalazłem słabych elementów. Poziom, jaki zaprezentowały szczecińskiej zespoły daje gwarancję, że szczecińska scena nadal mocna jest.
| | |
|

| |
| | |
I oto nadszedł długo wyczekiwany przeze mnie moment tego dnia. Wiem, że to, co poniżej napiszę nie będzie szczególną recenzją i nie zrozumiałe dla pokolenia MySpeca czy YouTube. Ale kwidzyński ARMAGEDON szczególnie wyrył znamię w moim życiu i sprawia, że w każdy jego etapie i momencie wzbudza wspomnienia i przemyślenia czy dotyczy to przeszłości, teraźniejszości czy również przyszłości oraz bardzo ważnej dla mnie osoby
Jeśli chodzi o sam koncert ARMAGEDON można zawrzeć w jednym zdaniu.
Wyszli na sceną i zapierdoli rewelacyjnie jak zawsze bez zbędnych bajerów i gadżetów w taki sposób, że wszystkim szczęki opadły. ARMAGEDON jak zawsze tak samo czy to parę dni temu czy parę lat temu. Rewelacyjnie bawiła się Stara Gwardia jak również nowe pokolenie szczecińskiej publiczności. Również Sławek z sentymentem wspominał dawny koncert w szczecińskim Pinokiu.
Właśnie parę dni temu pękła mi równa czterdziestka dla jednych podobno już z górki dla innych nowe życie, ja tego nie wiem, ale naszedł mnie okres refleksji, wspomnień i przemyśleń apogeum tego okresu był właśnie ten koncert.
Przy dźwiękach ARMAGEDONU moje myśli ciągle gdzieś biegały to w teraźniejszość, przyszłość czy w przeszłości wspominając jak wielkie zamieszanie zrobiło ukazanie się „Dead Condemnation” czy telewizyjną premierę „Rzeźnika” oraz wszystkiego, co wokół metalu w tamtych latach się działo. Wyjazdy z ukochanym Grundikiem do Jarocina gdzie nagrywało się takie zespoły jak Merciless Death czy Egzekuthor czy inne w tedy grające metalowe zespoły. Cało dniowe eskapady do Szczecina by na Jagiellońskiej lub w Posejdonie kupić kasety wydane przez Barona czy Takt. Kilku miesięczne przygotowanie na wyjazd przez całą Polskę na koncert. Wiem, że może to być odebrane jak jęczenie starego tetryka jednak w tamtym okresie dobry koncert w Polsce odbywał się czasem raz na pół roku. nie jak teraz kilka w jednym dniu w tym z udziałem dobrego zespołu z zagranicy. Wszelkie informacje o ulubionych zespołach można było tylko osiągnąć otrzymując kserowane ziny.
Jednak z wielkim sentyment wspominam te czasy i z chęcią czasem z półki ściągam jakąś kasetę i sobie słucham i wspominam, gdy włos był jeszcze długi, daleka droga na koncert nie była zmorą a każda zdobyta kaseta czy kupiona koszulka była wielkim świętem przez długi okres celebrowanym.
Zawsze z zespołem ARMAGEDON kojarzy mi się miasto z skąd pochodzi jak również z Kwidzynem w pierwszej kolejności kojarzy się ARMAGEDON, niezły papier ksero jak również dobry groszek czy kukurydza. Przy kolejnych dźwiękach znów przed oczyma miałem wspaniałą Katedrę wraz z szczególną budowlą przecinającą ulice Gdańską, śmiganie przez ronda na Grunwaldzkiej czy wspomnienia z Miłosnej.
Również przez chwilę nastała nostalgia i żal, że Armagedon z niezawinionych przez siebie sytuacji musiał na długie lata zawiesić działalność. Trzeba przyznać, że była to wielka szkoda, bo dzisiaj był bym na koncercie jednej z największych światowych gwiazd metalu. Jednak zespól pokazał swoją klasę i to, że jeszcze nic nie jest stracone i wszystko wskazuje na to, że już niedługo będzie to faktem.
Kolejna refleksja sprawiła, że zawsze należy pamiętać, aby robić to, co się kocha i nigdy się nie podawać, bo marzenia są po to, aby je realizować a przeciwności losu przezwyciężać. Więc zawsze bądźmy dobrej myśli i nawet, kiedy coś nam nie wychodzi lub upadniemy to powstańmy i z podniesioną głową idźmy do przodu robiąc to, co lubimy i kochamy.
I oto o 22 moja dusza spokojna była i z wielką radością wracałem z wspaniałego koncertu.
Z dedykacją dla szczególnej dla mnie osoby.
[zapraszamy do obejrzenia galerii]
Redaktor:
Paweł Chrzanowski, Wyświetleń:
1011 [do góry]