|
Artykuł
02 listopada 2010 (19:40)
LEGIONS OF DEATH; CZARNA SOBOTA: INFERNAL WAR, KRIEGSMASCHINE, INFERNO, FURIA, DEADLY FROST, BESTIAL RAIDS, GENIUS ULTOR, MEDICO PESTE (Kraków, Klub Kwadrat, 30.10.2010)
4 edycja cyklicznej imprezy Legions Of Death była czarna jak najgłębsze piekielne czeluści. Dostała nawet przydomek: „Czarna sobota”. Nigdy nie widziałem na jednej scenie tylu kapel black metalowych na raz i w sumie nawet to zdało egzamin – chociaż dokooptowanie jakiejś kapeli death, heavy czy thrashowej urozmaiciłoby program festiwalu. Bo wielu fanów zrobiło sobie przerwę na świetnym występie czeskiego INFERNO. Zaczął tuż po 16-ej krakowski MEDICO PESTE, zagrali przyzwoicie swój podbity koszmarną atmosferą, mroczną psychodelią, black metal wzorowany na MAYHEM, czy WATAIN.
Ale wydaje mi się, że na koncercie (z grubsza miesiąc temu) z THRONEUM wypadli nieco lepiej, wypada chyba poćwiczyć na próbach wspólne śpiewanie refrenów przez basistę i wokalistę. Bo to śmiesznie wyglądało jak wokalista trochę zmuszał basistę do wspólnego darcia ryja. Ale miało to pewien urok swojskości. Muzycznie wypadli super.
Po nich wyszła na scenę horda GENIUS ULTOR – side project członków STILLBORN. Wypadli nie najgorzej z początku kiedy powiało grozą i norweskim black metalem z najlepszych lat, potem jak zaczęli jechać bardziej thrashowo nie było już tak fajnie. Jakoś tak mizernie i nudnawo się zrobiło. Wolę jednak STILLBORN. Ale odegrany cover DRAGONA na koniec – „Armageddon” wypadł znakomicie, ciekawe ilu fanów, którzy przyszli na koncert – kojarzyło ten utwór? Ale może się mylę, „Horda Goga” to jednak wielka płyta jednej z lepszych kapel ze stajni METAL MIND PROD. Po nich na scenie zainstalował się BESTIAL RAIDS, którzy znacznie rozruszali publikę, która także dużo dawała z siebie na MEDICO PESTE.
[-p,j]Pół godziny bluźnierczego, undergroundowego back/death metalu, o szybkości starego MORBID ANGEL i ze zwolnieniami ala HELLHAMMER. Pogłos na wokalu przypominał stare polskie dema DARK OPERY i XANTOTOLA. Po prostu siara spod czarciego kotła wylewała się ze sceny, która zbierała swoje żniwo. Bo kocioł zrobił się spory.
Po nich również udanie wypadł krakowski DEADLY FROST. Również grali okraszony zwolnieniami i topornymi riffami black metal gdzieś tam kojarzący się z CELTIC FROST i HELLHAMMER. Brak basu nawet nie był słyszalny. Grali kawałki ze splitu i z promo „Evil Incarnate”. Kawałek „Wolność to metal” trochę kojarzył się ze starym KATEM, ale także miał sobie coś z punkowych hymnów. Na koniec krakowski band zaskoczył publikę coverem SIEKIERY – „Idziemy przez las”.
Dobry występ, ale po BESTIAL RAIDS chyba trudno było bardziej zniszczyć publikę. Za to wprawili w zadumę publiczność, gdyż pojawiło się w muzyce Krakowian trochę patosu. Kolejną kapelą, która pojawiła się na scenie była FURIA. Kocioł pod sceną przybrał na sile, do młyna nawet wpadło trochę kobiet. Pijany wokalista trochę popsuł nagłośnienie w paru momentach. Ale kapela wypadła super – mi to kojarzyło się z wypadkową CARPATHIAN FOREST, SHINING i DODHEIMSGARD.
Dużo wysokich dźwięków, akustyki, trochę psychodelii, mroczne brzmienie jak kolor śniegu w polskich miastach fabrycznych – było w porządku mimo, że wokalista po odśpiewywaniu swoich partii chciał się gdzieś pobujać podwieszony pod strop, a raz skoczył ze sceny. Więc trochę podważył kultowość black metalu. Albo po pijoku z ludzi wychodzi, że zamiast stroić groźne miny w słusznych corpse paintach woleliby zagrać muzykę do tańca, wygibasów i skoków ze sceny. W jednym kawałku zaśpiewał gość ze świetnym wokalem (nie rozszyfrowałem jednak kto to był), który z trudem został puszczony na scenę przez bramkarza. Sorry takie wtopy jednak psują atmosferę koncertu. Dobrze, że ochroniarze byli rozumni, a nie tacy jak na Jarocinie 1995. Trzeba było to jakoś wcześniej ustalić. Na INFERNO było na sali ze sto osób, reszta albo poszła do domu, albo poszła na korytarz coś zjeść.
A szkoda, ten już wiekowy zespół grał czarci black metal z lat 90-tych. Więcej kobiet machało głowami na Czechach niż gości.
Muzycznie był to dobrze odegrany black metal z tamtych lat, bez psychodelii i udziwnień, wokalista ubrany w pasy z ćwiekami, skuwy z gwoźdźmi na rękach, zachowywał się bardzo dynamicznie, może za bardzo do tej ponurej i gęstej od zła muzyki. Ale koncert trzeba przyznać, Czesi zagrali świetny. Po INFERNO na scenę wyszło KRIEGSMASCHINE. Dojrzały set, grali najbardziej nienawistną i brutalną muzykę jak do tej pory. Brutalność o sile pięści nie potrzebowała dynamiki na scenie, z której wiało grozą, ponurością, mizantropią. Gdzieś tam było słychać wpływ zarówno starego MAYHEM jak i BURZUM.
Czyste wokale gitarzysty dodawały tej muzyce upiornej, lodowatej atmosfery. Dla mnie „Altered States Of Divinity” to jedna z najlepszych płyt, które wydała kiedykolwiek krakowska kapela. Ktoś w końcu pokazał, że w mieście gdzie stoją renesansowe zabytki można wydusić z siebie hektolitry mroku i grać masakrującą muzykę. No i na scenę na sam koniec wyszło black/death metalowe komando INFERNAL WAR. Band, jeszcze bardziej brutalny niż KRIEGSMASCHINE, ale nieco mniej mizantropijny i nienawistny, grał black/death kojarzący się z najszybszymi najbardziej czarcimi płytami MARDUK, ANGELCORPSE.
Zespół dobił swoją muzyką publikę niczym przegranego gladiatora. Publika już chyba o tej porze miała trochę dość – było po 23-ej (7 godzina koncertu), ale koncert naprawdę był dobry. Popisy solowe gitarzysty mimo, że nie było ich wiele były na dobrym poziomie – wajha, tapping itp. Organizacja koncertu, brzmienie, płyty na dwóch stoiskach w przyzwoitych cenach – wszystko to było dobrze przygotowane. Kilka drobnych wtop nie ma wpływu na ocenę festiwalu, który stał na bardzo przyzwoitym poziomie. [zapraszamy do obejrzenia galerii]
Redaktor: Mateusz Wabik, Wyświetleń: 869 [do góry]
CuKeGBtBCwrwUTjooyb (pokaż więcej)
YnSnd2 mcphlwtbwxlt, [url=http://rkjajafehblx.com/]rkjajafehblx[/url], [link=http://vfivblwutcbp.com/]vfivblwutcbp[/link], http://ryahekkotlqr.com/
Data: 2011-04-06 14:20:39 [więcej]
Podobne
ARTYKUŁY
Sklep - losowe towary
|
Wywiady
Relacje
Wideo
Statystyka
|