21 maja 2012, Poniedziałek

Artykuł

21 sierpnia 2010 (19:45)

Open Mind Festival - 12-14.VIII.2010 Warszawa




Organizatorzy Open Mind Festival mieli od początku pod górkę. Wymyślili sobie bowiem, że ich festiwal zastąpi w pewnym sensie Hunterfest, który swój żywot skończył w złej sławie w zeszłym roku. Okazało się jednak, że Szczytno póki co wiąże się dla bywalców festiwali ze zbyt wielką traumą i organizatorzy zmuszeni byli przenieść swój festiwal do klubu Stodoła w stolicy.

Warszawska lokacja miała swoje plusy i minusy. Do plusów można zaliczyć fakt, że jest to w centrum Polski, przez co dotarcie na festiwal sprawiało mniej kłopotów niż tłuczenie się aż na mazury. Nie był to jednak, jak się okazało, wystarczający magnes na publiczność. Festiwale bowiem kojarzą się jednak przede wszystkim z otwartymi przestrzeniami. Cóż z tego, że moim zdaniem koncerty klubowe biją wszelkie festiwale w formacie open air na głowę? Przeciętny „zjadacz” szeroko pojętego rocka widząc słowo „festiwal” w nazwie imprezy oczekuje „festiwalowych” atrakcji. Oczekuje pola namiotowego (podobno jakieś było, ale żeby je ktoś widział, to nie), morza piwa po przystępnej cenie ( w Stodole kubek piwa z nalewaka kosztował 9 złotych!!!) masę szaleństw i zabawy nie do końca mających coś wspólnego z odbywającymi się w ramach festiwalu koncertami. Nie mówię, że to prawidłowe podejście, i że organizatorzy powinni się bić w pierś, że tego zabrakło, ale tak niestety wygląda rzeczywistość. Miast tego będąca organizatorem festiwalu Stodoła zapewniła uczestnikom festiwalu warsztaty perkusyjne i gitarowe. Jest to zdecydowanie pomysł godny pochwały i przeniesienia na grunt innych spędów muzycznych tego pokroju. Nie wiem niestety jak idea została przełożona na rzeczywistość, bo w żadnych warsztatach nie miałem okazji uczestniczyć. Ochoczo z kolei podszedłem do koncertów.



Pierwsze dźwięki Open Mind Festiwalu wyszły spod rąk muzyków Stray. Panowie mnie raczej uśpili i to nie tylko wykonując swoje kompozycje akustycznie. Niby występ ok, kompozycje też w sumie ok, ale raz, że bez polotu, dwa, że bez iskry. Występ nadający się raczej do posłuchania w barze przy powolnym sączeniu piwka niż do rozgrzewania publiczności. Następny w kolejce The Boogie Town zaprezentował podobną stylistykę i w zasadzie jedyna znacząca różnica polegała na tym, że zamiast męskiego mieliśmy do czynienia z żeńskim. Nieznaczna z kolei na tym, że w The Boogie Town zaprezentowało się nieznacznie żywiej, przez co powoli opuszczały mnie myśli o spaniu. Na szczęście przed The Cult dane jeszcze było wystąpić polskiemu Corruption. Mam sentyment do tego zespołu. To bowiem Corruption rozdziewiczyli mnie koncertowo jak jeszcze byłem małym Kosiątkiem w czasach szkoły średniej. Tak jak i wtedy, tak i teraz zagrali kawał porządnej sztuki. Szybki, żywiołowy rock’n’rollowy występ błyskawicznie zmazał senne wrażenia po poprzednich występach. Tradycyjne, typowe dla wszystkich koncertów Corruption intro zaczerpnięte z jednej ze scen z „Od zmierzchu do świtu” Roberta Rodriguez-a, w którym to Cheech Martin zachwala bogaty asortyment żeńskich organów płciowych dostępnych w tytułowym lokalu jak zwykle było zapowiedzią znakomitej zabawy. I rzeczywiście taka była. Oparty głownie na kompozycjach z ostatniej płyty set porażał swoja energią i mocą, podobnie zresztą jak znajdujący się na scenie muzycy. W Stodole rozpętała się prawdziwa metalowa zabawa, przy akompaniamencie Corruption. Naprawdę szkoda, że tak na tym koncercie, jak i na praktycznie każdym w trakcie festiwalu na sali było tak stosunkowo niewiele osób. Jako dodatkowa atrakcja pod koniec koncertu na scenie pojawiły się dwie skąpo, a właściwie tylko symbolicznie ubrane Panie, które uwodzicielsko ocierały się o muzyków i siebie nawzajem popijając „z gwinta” wiśniową wódkę. Obserwując zebranych pod sceną Panów mogę bez wątpliwości powiedzieć, że przyjęli ten występ bardzo entuzjastycznie. Jednym słowem w trakcie koncertu Corruption mieliśmy do czynienia z metalową imprezą pełną gębą. Szkoda, że tak krótką. Zabrakło mi co prawda zakończenia, którego świadkiem byłem na tym pierwszym koncercie, na którym byłem, kiedy to muzycy Corruption zamieniali się instrumentami na czas ostatniego numeru. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Powiem szczerze, że kiedy Rufus wraz ze swoja radosną ekipą schodzili ze sceny zdawało mi się, że właśnie byłem świadkiem najlepszego występu wieczoru, o ile nie całego festiwalu. Z błędu wyprowadził mnie natychmiastowo będący gwiazdą pierwszego dnia Open Mind Festival The Cult. Ian-a Astbury nie widziałem całe wieki, czy to na zdjęciach, czy w telewizji, bo nie śledzę jakoś specjalnie tak jego kariery jak i kariery The Cult. A w zasadzie aż do tego wieczoru nie śledziłem, bo kupili mnie oni swoim występem bez licytacji. Świadkiem tak wspaniale odebranego przez publiczność koncertu już dawno nie byłem. Mimo, że na wspomnianym wokaliście The Cult widać już ukąszenia zębem czasu werwy i charyzmy mógłby mu pozazdrościć nie jeden rockowy ”młody wilk”. Wszyscy, ale to naprawdę wszyscy w zasięgu mojego wzroku w ten czy inny sposób dali się porwać muzyce The Cult. A Stodoła w trakcie tego koncertu wbrew niechlubnej tendencji festiwalu zapełniła się praktycznie szczelnie. I wszyscy z zebranych śpiewali, skakali, klaskali, bujali się, bądź w inny werbalny bądź nie sposób dali się porwać muzyce płynącej ze sceny. Nikt z muzyków nie musiał zachęcać zebranych do klaskania, to raczej publiczność inicjowała rytmiczne oklaski. Ale i do czego tu zachęcać, skoro zabrzmiały takie kompozycje jak: "Sweet Soul Sister", "Edie (Ciao Baby)" "Spiritwalker", „Lil’ Devil" "Sweet Soul Sister", czy „Rain”? Szkoda tylko, że chyba nikt nie zwrócił uwagi jak Astbury życzył wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Fryderykowi Chopinowi, bo odśpiewanie sto lat, czy też happy birthday temu wielkiemu kompozytorowi i jednemu z najsławniejszych polaków byłoby idealnym zwieńczeniem tego wieczoru. Tak, wiem, że śpiewanie sto lat zmarłemu odrobinę mija się z celem, ale to akurat byłby bardzo ładne podziękowanie dla tego wielkiego kompozytor za jego wkład w rozwój muzyki. Muzycy The Cult podziękowali z kolei publiczności nie tylko poprzez pojawiające się gęsto „Thank you”, bo wokalista kilkukrotnie rzucił w tłum swoje tamburyny. Kiedy muzycy zeszli ze sceny mimo przesiedzenia w Stodole już kilku godzin wciąż chciało się jeszcze. Dlatego też opuszczałem klub ogromnie zadowolony i pozytywnie nastawiony na jeszcze dwa dni z muzyką na żywo.



Na szczęście otwierający drugi dzień festiwalu Carnal to metalowa kapela, która nadaje się na rozgrzewanie tłumu, więc myśli o spaniu nawet przez moment nie przemknęły mi przez głowę. W przeciwieństwie do pozostałych zebranych. Mimo niezmordowanych prób wokalisty nie udało mu się zmusić do zrywu zebranej pod sceną publiczności Nawet kiedy pozwolił sobie na sentymentalne wycieczki do młodzieńczych lat, dzieląc się swoją fascynacją muzyką występujących drugiego dnia jako gwiazdy Obituary, albo kiedy Carnal odgrywał cover The Sisters Of Mercy. Ludzie woleli stać niż oddać się metalowym szaleństwom. Słabo wypadł grający jako drugi bydgoski None. Mimo, że gorąco kibicuję chłopakom z None z coraz większym niepokojem patrzę na to co się dzieje w ich obozie. Znowu pożegnali się z wokalistą, i jak zdaje się z jednym z gitarzystów, bo na Open Mind Festival wystąpili z tylko jednym wiosłowym. A to jeszcze nie wszystko. Byli fatalnie nagłośnieni i zupełnie sobie nie radzili sobie z partiami wokalnymi. Co prawda w growlach i krzykach będący zastępstwem Chupy, Egon z zespołu Mothra jeszcze sobie radził, ale już czyste partie…Cóż, mimo pomocy Mihaua wychodziło to tak, że lepiej spuścić zasłonę milczenia. O ile bardzo się cieszyłem na możliwość zobaczenia None na żywo przed ich występem, o tyle moja radość była jeszcze większa kiedy występ ten się skończył. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu uda im się znaleźć stabilny skład i wrócić do formy z początku swojej działalności. Z The 69 Eyes przed ich występem na Open Mind Festival miałem styczność czysto symboliczną i przy takiej po ich występie pozostanę, przynajmniej do czasu kiedy znowu będę miał okazję zobaczyć ich na żywo. Muzyka The 69 Eyes bowiem jakoś do mnie nie trafia, ale show, który Panowie z dalekiej północy robią w trakcie swoich występów na żywo trafia do mnie bardzo. Największe wrażenie zrobił na mnie grający na perkusji Jussi 69, który raz na zawsze obalił mit o statecznych perkusistach. Okładał on swój zestaw perkusyjny z zaciętością i żywiołowością godną znanego z mapetów „Zwierzaka”. Jyrki 69 z kolei co jakiś czas rzucał zebranym pod sceną róże, co wywoływało wśród żeńskiej części publiczności taką samą radość, jak wśród męskiej części publiczności towarzyszące Corruption skąpo odziane niewiasty dzień wcześniej. Podobnie też jak polscy metalowcy, fińscy goth’n’rollowcy dali porywający i energetyzujący występ. O ile ich muzyka jak już pisałem nie trafiała i wciąż do mnie nie trafia, o tyle na pewno warto zobaczyć ich na żywo. W piątek światło gasiło Obituary. Legendarne, kultowe Obituary. Obituary, którego występ w ogóle mnie nie porwał. Cóż, z tego, że równo szyli potężne death metalowe riffy , skoro w trakcie ich występu miało się wrażenie, że amerykanie chcą jak najszybciej mieć za sobą swój występ i udać się jak najszybciej do hotelu, czy gdzie tam po koncercie się wybierali. Nie mniej jednak publiczność bawiła się dobrze. Dodajmy, że bardzo mała liczebnie publiczność, biorąc pod uwagę możliwości klubu


Ostatniego dnia festiwalu Open Mind obcowanie z przeróżnymi muzycznymi pejzażami rozpoczynało Ciryam. Tak jak przy okazji The 69 Ees, tak i w tym przypadku o ile muzycznie występ nie był powalający, o tyle jego czysto showmańska strona była najlepsza spośród zespołów otwierających, szczególnie dzięki dobremu kontaktowi będącej wokalistką Ciryam Moniki Węgrzyn. Gdańska Proghma-C to pierwszy zespół występujący w trakcie festiwalu, który faktycznie wymagał od przybyłych posiadania otwartego umysłu. Grany przez gdańskich muzyków progresywny, umykający jednoznacznej klasyfikacji metal znacznie odbiegał od prezentowanej przez pozostałe występujące na Open Mind Festival zespoły struktury zwrotka-refren. Była to, zupełnie bez metafory, muzyka dla moich uszu i dlatego też żałuję, że takich dźwięków nie było na festiwalu więcej. Oczywiście oprócz kompozycji autorskich nie mogło w secie Gdańszczan zabraknąć coveru Bjork, |Army of me”, które zabrzmiało jako ostatnie. Po raz pierwszy w Polsce miało okazję zagrać przedostatnie Ill Nino. Za to po raz kolejny Ci, którzy zdecydowali się wybrać na Open Mind Festival mieli okazję być świadkami świetnego koncertu. Były też tak lubiane przez nas „polskie akcenty”, bo będący wokalistą Cristian Machado ma polskie korzenie. Nie mógł sobie zatem odpuścić wycieczki sentymentalnej i wspomnienia swojej babci, która to przeżyła II Wojnę Światową. Machado zresztą dość często pozwalał sobie na pogawędki z publicznością. Członkowie Ill Nino to na scenie prawdziwe wulkany energii i miło było patrzeć jak świetnie bawią się w trakcie tego koncertu wraz z widownią. Jeśli wierzyć ich słowom, a dlaczego by nie wierzyć, to byli zachwyceni publicznością i nie będą kazali znowu na siebie tak długo czekać zanim znów pojawią się w Polsce. A trzeba dodać, że wcale nie mieli ogromnej, czy też specjalnie szalonej jak na Polskie warunki publiki. Bisów niestety nie było, mimo prób wyciągnięcia ich na scenę przez publiczność. Kiedy już fani Ill Nino dali za wygraną i umilkły męskie głosy, do głosu doszły Panie, które wykrzykiwały nazwę zamykającego festiwal zespołu Epica. Nie koloryzuję. Tak to naprawdę wyglądało. Kiedy zebrani pod sceną faceci przestali krzyczeć ”Ill Nin-no” w było słychać spod sceny ”Epica!”. Nie wiem jak Was, ale mnie to rozbawiło. I między innymi dlatego występ tego ostatniego zespołu postanowiłem sobie darować. Za dużo już około gotyckich klimatów na tym festiwalu było. Zostałem na kliku kawałkach, które trzeba przyznać wykonane były z ogromnym rozmachem, zebrałem się do domu. Zanim to jednak nastąpiło byłem świadkiem jak ze sceny buchały zimne ognie i ogień. Dla mnie jednak fajerwerków nie było. Jakkolwiek czarująca by nie była Simone Simons ze swoim mezzosopranem, ile młynków bujnymi czuprynami by nie wykręcili jej koledzy z zespołu i ile pirotechniki nie wystrzeliłoby ze sceny, to i tak nie byłaby to moja bajka.


Kiedy już nie wypaliła idea zagospodarowania przestrzeni po Hunterfeście organizatorom pozostało realizowanie swojej drugiej idei – ”…stworzenie imprezy muzycznej o unikatowym festiwalowym klimacie otwartym na różnorodną muzykę – począwszy od rocka, przez metal, aż do szeroko pojętej muzyki aktualnej.”. Cóż, faktycznie klimat był unikatowy, niewiele jest u nas festiwali w klubach. Stąd też zapewne tak niska frekwencja. O cenach piwa, które też miały wpływ na atmosferę festiwalu już chyba pisałem. Z różnorodnością muzyki też nie było tak różowo. Wykonawcy oscylowali głównie w rockowych i gotyckich rejonach i jak już pisałem tak na dobrą sprawę tylko Proghma-C wymagała otwartości, ze strony publiczności festiwalu. Wszystko to jednak tak na dobrą sprawę wina faktu, że festiwal musiał zmienić swoją lokalizacje, bo tak lista zespołów, jak i atmosfera byłaby zdecydowanie inna, gdyby Open Mind odbył się w Szczytnie, gdzie pierwotnie miał mieć miejsce. Zatem pomysł i idea festiwalu jak najbardziej na tak, wykonanie niestety trochę gorzej. Całość na plus, jednak, mówiąc po studencku - do poprawki za rok.



[zapraszamy do obejrzenia galerii]



Redaktor: Kosa ., Wyświetleń: 638 [do góry]


MKIrodDlNwubtxuErY (pokaż więcej)
477bkU rxzvxrcwrasz, [url=http://gcyfrujylggm.com/]gcyfrujylggm[/url], [link=http://yjotizonabbm.com/]yjotizonabbm[/link], http://dlgbzvcgdadp.com/

Data: 2011-04-06 13:49:31 [więcej]
Podobne

ARTYKUŁY

Lp Tytuł Data
1 Relacja z Metal Hammer Festival 2011 #561 15 sierpnia 2011 (21:45)
2 OBITUARY, GRAVE, PATHOLOGY - Klub Progresja 13 kwiecień 2011r. #429 17 kwietnia 2011 (15:59)
3 WAKE THE NIGHT TOUR 2011 - K17 Berlin - SIX FEET UNDER, DEBAUCHERY, GODDAMN, HASTUR, DUST BOLT, PERVERSE #648 17 kwietnia 2011 (10:56)
4 Blackstok Offensive w Progresji - zdjecia #442 14 lutego 2011 (21:20)
5 DARK UNITY TOUR 2011 #447 11 lutego 2011 (22:19)
Statystyka

Łukasz Kryściak © 2010 - 2012 metal.shemir.pl, Wszystkie prawa zastrzeżone!