Artykuł
01 sierpnia 2010 (20:22)
EMPTY PLAYGROUND- "Under Dead Skin", recenzja
Pamiętam, jak parę miesięcy temu wpadł mi w ręce artykuł o EMPTY PLAYGROUND, polskim, nieznanym wówczas zespole deathmetalowym. Redaktor był tak tym bandem zachwycony, że postanowiłam sprawdzić parę kawałków. Niestety, nie za dużo udało mi się posłuchać, gdyż, jak się okazało, ich materiał było ciężko zdobyć. Teraz, po premierze ich pierwszego longplaya, "Under Dead Skin", mam nadzieję, iż ta sytuacja ulegnie zmianie.
Album na pierwszy rzut oka przypomina twór grindcore'owy. Bynajmniej nie z powodu okładki, a raczej z ilości kawałków. Jest ich aż dziewiętnaście! Mimo to liczba nie przełożyła się na czas trwania, ponieważ całość trwa niespełna godzinę, a dokładnie 52:46.
W materiale można usłyszeć wiele krzyków, hałasów, skrzypień oraz innych dziwnych odgłosów. W ogóle trzeba zaznaczyć, iż płyta jest bardzo mroczna, a nawiedzone dźwięki dodatkowo stwarzają aurę tajemniczości. Nieobce na krążku są także brzmienia przywodzące na myśl kosmitów, zombie lub inne monstra rodem z najlepszych horrorów Spielberga lub Hitchcocka oraz z gier komputerowych.
Płyta zaczyna się całkiem niewinnie, tajemnicze, spokojne intro do pierwszego numeru "Godless". Jak się po krótkim czasie okazuje, jest to tylko tzw. cisza przed burzą. Ten niespełna pięciominutowy kawałek to istny, siarczysty death metal. Śmiało można powiedzieć, że zadowoliłby każdego fana tego gatunku metalu.
Dalej dostajemy "Exit Room 1". I przy tej kompozycji warto na chwilkę się zatrzymać oraz wyjaśnić pewną rzecz. Otóż cały album jest przeplatany na zmianę to "Exit Roomami", to "Enter Roomami" kolejno ponumerowanymi. Słuchając ich odniosłam wrażenie, że mogłyby one pochodzić lub przynajmniej znaleźć się w takich filmach jak [+]"Piła", "Hostel" czy doskonale wszystkim znanych "Piątkach Trzynastego" lub "Koszmarach z Ulicy Wiązów". Jeśli ktoś widział choć jedno z tych dzieł, to wie, jaki klimat i jakich psycholi mam na myśli. Nie trudno chyba sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby krążka się słuchało siedząc samemu w domu przy szalejących grzmotach i piorunach. Aż strach się bać!
Następny numer to "What's Inside Me", czyli kolejny kawałek z porządnym growlem, szybkimi, ciężkimi riffami oraz zabójczo nawalającą perkusją. Dodam jeszcze, że tekst traktuje o takich "błahych" sprawach jak strach czy mordercy.
Po "Enter Room 3" mamy "Morning Of The Beast". Uwagę w nim przykuwa "połamany" rytm z równie "połamanymi" i nierównymi bębnami. Szczerze mówiąc, można w nim się doszukać szczypty numetalowych gitar, ale to w żaden sposób nie koliduje z ciężkimi "grzmotami" death metalu.
Po kolejnym tworze z cyklu "Enter Room" dostajemy "COHF", jeden z najdłuższych utworów, bo trwający ponad pięć minut. W nim z kolei zarówno wstęp, jak i różne wstawki bardzo wyraźnie mogą przypominać słuchaczowi słynny horror science fiction Johna Carpentera "Coś". Jednym słowem, kolejny "numer grozy". Choć w sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ praktycznie każdy kawałek ma intro, outro lub jakiś smaczek na styl filmów grozy.
Na uwagę zasługuje jeszcze utwór kończący album, czyli "Stones & Styx", zaczynający się... Mozartem, ale spokojnie, tuż za mistrzem klasyki wchodzi, a właściwie zwala się ciężki, walcowaty riff gitar. Jest to chyba najwolniejszy, acz nie najmniej brutalny numer, gdyż w tle bardzo często słyszalne są zawodzące krzyki dzieci oraz molestowanych kobiet. Co więcej, bluźniercze słowa, nakazujące śmierć każdego "sługi Bożego" w pełni oddają atmosferę krążka z "chorą muzyką".
Po przesłuchaniu całości mam wrażenie, że płytę można nazwać koncept albumem. "Enter Roomy" i "Exit Roomy" doskonale wkomponowane w resztę kompozycji sprawiają, że krążek pozostaje spójny. Nawet nie zauważa się, kiedy następuje koniec i początek kolejnego numeru. Dodatkowo sfera tekstowa oscylująca pomiędzy strachem a wspomnianym wcześniej horrorem sprawia, że można z łatwością odczuć klimat psychiatryka. Tak a propos psychiatryka, nie zalecałabym włączać tego krążka chorym psychicznie, gdyż mógłby on sprawić, iż zbudziłyby się w denacie zwierzęce instynkty i całe leczenie poszłoby na nic. A tak na poważnie, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w Polsce narodziła się nowa gwiazda death metalu. Jeśli poznaniakom udałoby się utrzymać ten poziom, a polski rynek nie zmarnowałby ich talentu, to już wkrótce moglibyśmy cieszyć się z kolejnego "tworu eksportowego" na miarę VADERA czy BEHEMOTHA. Bo z pewnością ta formacja udowodniła, że na to zasługuje.
Tytuł: "Under Dead Skin"
Wydawca: Witching Hour Productions
Data wydania: 26 marca 2010r.
Track lista:
1) Godless
2) Exit Room 1
3) What`s Inside Me
4) Enter Room 3
5) Morning of the Beast
6) Enter Room 4
7) C.O.H.F.
8) Exit Room 4
9) Rage
10) Enter Room 6
11) God is Testing You
12) Enter Room 7
13) All I Have
14) Enter Room 8
15) We illuminate
16) Enter Room 9
17) D.E.V.I.L.
18) Enter the Great Hall
19) Stones & Styx
Skład:
Swampthing- wokal
Hajlig- bas
Dave- perkusja
Thom- gitara, sample
Jary- gitara
Ocena: 5
Redaktor: Monika Smolik, Wyświetleń: 32877 [do góry]
Very interesting tale young black lolita nude yall dummies. why do yall believe dis is a real prostitute!? dis is a professional pornstar called ava rose. there aint no fairy tales!
lolita tiny young angels sweet, sweet submissive slut. knows her place and every hole made for cock. I want to congratulate the guy that created this isatiable, bitch.
lolita lol naked model ohh yeah! The guy is so fucking hot!!! And the tatoo's ahhhhh, I'd start rubbing on him too.
naked lolita little girls Love the way she looks up while giving head. Love it when women do that! And she has got a very nice looking pussy and ass! Would so love to fuck her!
swedish young lolita pussy she may not have the tightest pussy, but when she spreads her legs, wow... so beautiful. love her big pussy lips.
|
|